Renifer arktyczny
Renifer arktyczny, znany również jako karibu w Ameryce Północnej (Rangifer tarandus), jest fascynującym zwierzęciem przystosowanym do życia w ekstremalnych warunkach arktycznej tundry i borealnych lasów. Ten ssak kopytny należy do rodziny jeleniowatych, a jego występowanie rozciąga się od Ameryki Północnej, przez północną Europę, aż po Syberię.
Renifer arktyczny posiada gęste futro, które chroni go przed ekstremalnym mrozem. Jego podszerstek zawiera puste w środku włosy, które działają jako izolacja termiczna i poprawiają wyporność podczas pływania. Specjalnie ukształtowane kopyta umożliwiają mu łatwe poruszanie się po śniegu i zamarzniętej ziemi, a latem ich powierzchnia staje się bardziej miękka, dzięki czemu lepiej trzymają się mokrego podłoża.
Renifery są roślinożercami, a głównym składnikiem ich diety są porosty, które potrafią znaleźć nawet pod warstwą śniegu. Oprócz tego jedzą trawę, liście, mchy oraz grzyby. Renifer arktyczny słynie ze swoich sezonowych migracji, które należą do najdłuższych wśród zwierząt lądowych – niektóre stada pokonują nawet 5000 km rocznie.
Renifer arktyczny jest symbolem dzikiej przyrody północy. Znajdujemy się obecnie w miejscu z najstarszą populacją reniferów na świecie, dlatego jest dla nas zaszczytem polować właśnie tutaj, w ziemi praojców wszystkich reniferów.
Nasza podróż
Tym razem postanowiliśmy zrezygnować z samolotu i do Norwegii wybraliśmy się samochodem. Podróż wraz z przeprawą promową trwała dwa dni. Pierwsza część prowadziła przez Czechy i Niemcy, gdzie wieczorem weszliśmy na prom, a wcześnie rano zeszliśmy na ląd w Szwecji. W nocy wyspaliśmy się i odzyskaliśmy siły.
Naszym celem było miasto Skjåk. Jest to jeden z najsuchszych regionów Norwegii, z roczną sumą opadów wynoszącą jedynie około 300 mm. Dzięki temu słynie z tradycyjnych systemów nawadniających („kanalir”) – ręcznie kopanych kanałów, których mieszkańcy używali od setek lat do nawadniania pól. Przez miasto przepływa rzeka Otta, popularna wśród kajakarzy i wędkarzy. Miasto słynie również z wysokiej jakości produktów mlecznych i lokalnej kuchni. Do przygotowywania potraw wykorzystuje się głównie mięso dziczyzny, dlatego nikogo nie dziwi, że nawet na stacji benzynowej można kupić bardzo dobrego i smacznego burgera z łosia lub renifera.
Do miasta dotarliśmy pod wieczór. Na miejscu czekał już na nas nasz przewodnik łowiecki. Następnie odbyła się krótka odprawa, podczas której omówiliśmy, co czeka nas następnego dnia. Zakwaterowaliśmy się w lokalnym pensjonacie, przygotowaliśmy rzeczy na rano i zmęczeni położyliśmy się spać. Następnego dnia czekało nas piesze podejście do chaty myśliwskiej. Wszystkie swoje rzeczy, wyposażenie oraz żywność trzeba było zanieść na własnych plecach.
Po śniadaniu ruszyliśmy samochodem bliżej gór. Droga trwała około 30 minut i zatrzymaliśmy się na „górskim” parkingu u podnóża gór. Przed nami był około 7-kilometrowy marsz w głąb gór. Wędrówka zajęła nam niecałe trzy godziny, ale nigdzie się nie spieszyliśmy. Po drodze podziwialiśmy piękno norweskiego krajobrazu i zachwycaliśmy się licznymi wodospadami.
Chata myśliwska znajduje się w dolinie na granicy trzech parków narodowych – Jotunheimen, Breheimen i Reinheimen.
Jotunheimen
Nazwa Jotunheimen oznacza „Dom gigantów” i nawiązuje do imponujących szczytów oraz dramatycznego krajobrazu. Znajduje się tu 29 najwyższych szczytów Norwegii, w tym najwyższy szczyt kraju – Galdhøpiggen (2469 m).
Breheimen
Nazwa Breheimen oznacza „Dom lodowców”. Znajduje się tutaj Jostedalsbreen, największy lodowiec na kontynencie europejskim. Park oferuje liczne wycieczki i wyprawy lodowcowe. W jego rejonie odnaleziono stare artefakty archeologiczne, ponieważ ludzie przemieszczali się i żyli tutaj już tysiące lat temu.
Reinheimen
Nazwa Reinheimen oznacza „Dom reniferów”. Park ten jest jednym z największych obszarów w Norwegii, gdzie swobodnie przemieszczają się dzikie renifery. Reinheimen słynie z dziewiczej przyrody i niewielkiej ingerencji człowieka. To idealne miejsce dla tych, którzy szukają ciszy i prawdziwie dzikiego środowiska.
Po przybyciu do chaty przywitali nas kolejni przewodnicy łowieccy, którzy poczęstowali nas lokalnym piwem. Podejście nie było wprawdzie bardzo długie, ale nasze plecaki ważyły około 40 kilogramów. Możecie więc sobie wyobrazić, jak bardzo ucieszyło nas to orzeźwienie. Pierwszego dnia panował dodatkowo duży, wręcz niezwykły jak na tę porę roku upał. Na dole, w mieście, odnotowano 22 stopnie.
Renifery nie lubią ciepła. W takie dni chłodzą się na szczytach gór lub w pobliżu lodowców. Wiedzieliśmy, że to polowanie nie będzie łatwe i że z powodu ciepłej pogody będziemy musieli iść wysoko w góry za zwierzyną.
Razem z Viktorem (myśliwym) bardzo cieszyliśmy się na polowanie i na renifery. Dlatego postanowiliśmy obejrzeć okolicę już pierwszego popołudnia. Tutejsze góry okazały się bardziej zdradliwe, niż wydawało nam się na pierwszy rzut oka, a poruszanie się po śliskich porostach wcale nie było łatwe. Po wejściu na górę spojrzeliśmy na siebie z Viktorem i z uśmiechem stwierdziliśmy, że będzie ciekawie.
Pierwszy dzień dobiegał końca, a po powrocie do chaty myśliwskiej zjedliśmy doskonałą kolację w postaci klopsików z mięsa łosia oraz lokalny specjał – napój Hoppe gubbe. Była to 60-procentowa wódka, wrząca woda i syrop z leśnych owoców. Napój rozgrzał nasze mięśnie i po ciężkim dniu, podczas którego przeszliśmy ponad 19 km, czuliśmy się bardzo odprężeni.
Przed nami były jeszcze trzy dni polowania.
Niepogoda czy pech łowiecki
Rankiem drugiego dnia obudził nas odgłos silnego deszczu. Nasi przewodnicy uznali, że rozsądniej będzie poczekać na zmianę pogody. Poruszanie się po śliskich skałach wysoko w górach jest niebezpieczne, a wystawienie się na deszcz i powrót do chaty całkowicie przemoczonym również nie przyniosłoby nic dobrego. Drugi dzień spędziliśmy więc w okolicy chaty, gdzie próbowaliśmy łowić ryby w rzece, słuchaliśmy norweskich pieśni przy akompaniamencie heligonki wykonywanych przez naszego przewodnika i obserwowaliśmy ruch na okolicznych wzgórzach.
Wraz z nadejściem deszczu znacznie się ochłodziło, co działało na naszą korzyść. Renifery prawdopodobnie zejdą niżej do dolin na pastwiska. Wysoko w górach nie ma bowiem wystarczającej ilości pożywienia.
Przedostatniego ranka naszego wyjazdu łowieckiego znów padało. Deszcz był jednak słabszy, dlatego postanowiliśmy ruszyć w góry. Tym razem wspięliśmy się naprawdę wysoko, pokonując 900 metrów przewyższenia w trudnym, skalistym terenie oraz odcinkach pokrytych śliskimi porostami. Po wejściu na górę przebraliśmy się w suche ubrania, ponieważ byliśmy całkowicie spoceni. Niedługo potem dostrzegliśmy duże stado reniferów pasących się niedaleko nas.
Renifery mają doskonały wzrok i jeśli je spłoszycie, polowanie jest skończone. Uciekną bardzo daleko i wrócą w ten rejon dopiero po kilku dniach.
Czuliśmy więc ogromną presję. Nie chcieliśmy niczego zepsuć. Nieustannie sprawdzaliśmy wiatr i trzymaliśmy się blisko ziemi. Dosłownie czołgaliśmy się po kamiennym polu. Zbliżyliśmy się do reniferów na odległość 100 metrów. Stado było liczne, dlatego istniało ogromne ryzyko, że któryś osobnik nas zauważy. W stadzie znajdowały się zarówno samice i młode, jak i ogromne „złote” samce.
Leżeliśmy na ziemi około godziny, czekając na odpowiednią okazję do strzału. Jeden osobnik zasłaniał drugiego i strzał nie był bezpieczny. Poza tym polowaliśmy na starego, wycofanego samca, tzw. powracającego byka. W tym stadzie było ich kilku.
Pogoda i norweskie góry przygotowały jednak dla nas coś innego. Dopadła nas gęsta mgła i przez resztę dnia dosłownie goniliśmy renifery niczym duchy we mgle.
Polowanie odłożyliśmy na następny dzień. Przy zmieniającej się pogodzie, gęstej mgle i złym wietrze nie chcieliśmy ryzykować i płoszyć reniferów.
Po każdej burzy wychodzi słońce
Nadszedł ostatni poranek, nasz ostatni dzień polowania. Nie przestajemy jednak wierzyć w sukces. Wiemy, że renifery są w górach i nigdzie nie odeszły. Dlatego pójdziemy za nimi.
Cała dolina pogrążona jest we mgle. Widoczność jest bardzo słaba i można ją liczyć jedynie na kilkadziesiąt metrów. Idziemy jednak w stronę gór, gdzie mamy nadzieję, że mgła będzie rzadsza.
Przez mgłę przebijają się promienie słońca, a nasze nastroje się poprawiają. Mgła znika i ustępuje miejsca przepięknej pogodzie. Idę ostatni, przede mną jest Viktor i nasi dwaj przewodnicy. Kątem oka zauważam, jak jeden z nich gwałtownie przykuca. Pozostali natychmiast się zatrzymują i robią to samo. Nie wiemy jednak, co się dzieje.
Przewodnik bierze do rąk lornetkę i spogląda z powrotem w dolinę w kierunku rzeki. Cicho woła:
„Są tam!”
Znajdujemy się w bardzo złej sytuacji – dokładnie „na linii” reniferów. Opracowujemy więc plan, jak dostać się do nich jak najbliżej. Idziemy bardzo blisko siebie, jako jedna formacja, jedno ciało. Przekraczamy górski potok powstały z topniejących lodowców na szczytach gór.
Jeszcze tylko 50 metrów i schowamy się za skałą. Pozostajemy przyciśnięci do ziemi i czołgając się, powoli przesuwamy się naprzód. Renifery nas nie zauważyły, dlatego mamy czas. Są spokojnie zajęte żerowaniem i nie zwracają uwagi na otoczenie. Wiatr jest idealny i stopniowo przeglądamy całe stado, aby wybrać odpowiedniego samca do odstrzału.
Renifery nieustannie się poruszają i jeden osobnik zasłania drugiego. Powtarza się sytuacja z poprzedniego dnia – nie mamy możliwości oddania strzału. Nagle cała grupa rusza, a po prawej stronie samotnie pozostaje jeden stary samiec.
„To on!” – woła przewodnik.
Ciszę gór przecina strzał, a ja w wizjerze swojej kamery widzę, jak kula trafia cel. Natychmiast informuję Viktora:
„Dostał!”
Całe stado zaczęło uciekać, ale nasz renifer pozostał z tyłu. Pokonał jeszcze kilka metrów i padł na ziemię.
Po podejściu do renifera pojawiła się radość i wzruszenie. Łzy radości, szczęścia i pokory. Serdeczne uściski i gratulacje.
Jako kamerzysta i fotograf uczestniczyłem w polowaniach w różnych zakątkach świata, ale polowanie na renifera w Norwegii było jednym z najtrudniejszych.
Było to polowanie pełne emocji – spełnione marzenie jednego myśliwego, a ja czułem się zaszczycony, że mogłem być jego częścią.
Zainteresował Cię artykuł Polowanie na renifera arktycznego w Norwegii?
Jestem zainteresowanylov-soba-arktickeho-v-norsku
riendeer-hunting-in-norway
lov-soba-v-norsku

















