Podgatunki koziorożca hiszpańskiego nazwane są według pasm górskich, w których występują, a więc Gredos, Ronda, Beceite oraz Sierra Nevada. Koziorożce Beceite mają duże, pierścieniowate rogi, które rozszerzają się na boki niczym skrzydła samolotu, co jest cechą odróżniającą je od pozostałych podgatunków koziorożca w Hiszpanii. Pasmo Beceite, osiągające wysokość od 300 do 1200 m n.p.m., znajduje się na wschodnim wybrzeżu i jest stosunkowo blisko miast Walencja oraz Barcelona. Obecnie ten koziorożec jest bardzo poszukiwany. Ponieważ góry te są relatywnie niskie, polowanie odbywa się w gęstej roślinności składającej się z krzewów, dębów i sosen. Kolorytu krajobrazowi dodaje także tradycyjne hiszpańskie rolnictwo z charakterystycznymi tarasami winorośli i pomarańczowymi sadami, oddzielonymi kamiennymi murami. Najlepsze tereny do polowania na koziorożca Beceite znajdują się w prowincjach Castellón i Teruel, graniczących z narodowym rezerwatem Tortosa Beceite. Są to najlepsze i pierwotne łowiska koziorożca Beceite, które przez lata były zarządzane w taki sposób, że dziś poluje się tam ze 100% skutecznością. Tereny te są kolebką hiszpańskich koziorożców, gdzie już 28 000 lat temu miejscowi przodkowie praktykowali łowiectwo jako sposób życia, co można zobaczyć na malowidłach jaskiniowych znajdujących się w tym regionie.
Okres polowań na koziorożca Beceite trwa od października do maja. Najlepsze łowy przypadają jednak na okres rui w listopadzie. Pogoda zależy od wybranego miesiąca, ogólnie można spodziewać się przyjemnej śródziemnomorskiej aury, jednak zgodnie z zasadą „nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani myśliwi”, zalecam sprawdzić prognozę przed wyjazdem i odpowiednio dostosować zarówno odzież myśliwską, jak i codzienną. Jak to bywa przy zwierzynie górskiej, koziorożec jest płochliwy i jednocześnie bardzo czujny. Po tysiącleciach prześladowania przez ludzi, orły, lisy, wilki, rysie i inne drapieżniki wykształcił niezwykle wyostrzone zmysły. Węch i słuch są fantastyczne, natomiast jego wzrok to prawdziwa klasa sama w sobie. Wszystko to razem z terenem, w którym żyje, czyni z niego bardzo godnego przeciwnika i pożądaną trofeę. Samo polowanie jest klasycznym polowaniem górskim, realizowanym całodziennym podchodem z zespołem profesjonalnych przewodników łowieckich, którzy doskonale znają teren, preferencje zwierząt, ich liczebność oraz miejsca występowania, co jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Za pomocą wysokiej klasy lornetek obserwacyjnych czy kamer z „ultra zoomem” myśliwy i przewodnik oceniają jakość trofeum. W tym momencie odległość od wymarzonego koziorożca może być dowolna – od kilkuset metrów do nawet kilku kilometrów. Polowanie się rozpoczyna i odbywa się w formie aktywnego podchodu, który wielu myśliwych uważa za najwyższą formę łowiectwa. Droga do wymarzonej trofei nie jest prosta, trasa ze względu na otaczający teren może być krytyczna, ponieważ często przez dłuższy czas myśliwy nie będzie miał żadnego kontaktu wzrokowego z koziorożcem.
Ze względu na pogodę i charakter polowania ważne jest odpowiednie ubranie, dostatecznie przewiewne przy konieczności długiego marszu. Podstawą są warstwy wysokiej jakości odzieży funkcyjnej oraz solidne wysokie obuwie. Zwierzynę pozyskuje się na różnych dystansach, dlatego ważne jest przygotowanie do rozmaitych sytuacji strzeleckich i odległości. Polecam kalibry o płaskim torze lotu pocisku właśnie na wypadek strzałów na większe dystanse. Osobiście użyłem mojego ulubionego kalibru 6,5x55 SE, choć przyznaję, że na odległość 362 m przydałaby się większa energia obalająca, ale to już wyprzedzam sam przebieg polowania.
Hiszpania słynie ze swojej znakomitej kuchni i fantastycznych win. Paella, tapas, gazpacho czy dojrzewające sery oraz przede wszystkim tak charakterystyczna suszona na powietrzu szynka Jamon, to tylko niektóre z kulinarnych doznań, które czekają na was w kraju torreadorów. Jeśli cenicie świetną gastronomię również podczas polowania, Hiszpania będzie idealnym wyborem. Ta śródziemnomorska destynacja jest doskonała także dla niepolującego towarzystwa, ponieważ łowiska znajdują się blisko fascynujących historycznych miast oferujących niezwykłą architekturę i bogate życie kulturalne. W duchu „odkrywaj i poluj” odwiedziłem ostatnio również klasyczne walki byków – w końcu wszystkiego trzeba spróbować – choć przyznaję, że wrażenia były mieszane. Z przyjaciółmi zgodziliśmy się, że mimo wysokiego kunsztu artystycznego ponad czterogodzinnego widowiska, raz w życiu wystarczyło.
Jak upolowałem swojego koziorożca Beceite? Właśnie tak…
Drugiego dnia polowania wybraliśmy się po południu do miejsca, które było nam dobrze znane i gdzie podczas każdej wyprawy znajdowaliśmy ślady bytowania koziorożców. Po około godzinie jazdy z hacjendy w górach docieramy do starego gospodarstwa, gdzie zostawiamy samochód – dalej już tylko pieszo. Biorę z tylnego siedzenia mój plecak myśliwski z bronią i wzrokiem kontroluję przewodników oraz operatora kamery Petra. Po cichu otwieramy starą metalową bramę i krok za krokiem przemieszczamy się przez krajobraz. Od czasu do czasu zatrzymujemy się i przez prześwity między alejami drzew obserwujemy tarasowe pola, czy nie dostrzeżemy trofeowego samca. Po około pół godzinie spokojnego marszu docieramy do krawędzi urwiska, a przed nami otwiera się cała dolina – taki wręcz kiczowaty widok na piękny, pofałdowany krajobraz, gdzie w każdym miejscu wyobraźnia wspólnie z gorączką łowiecką generuje od razu kilku trofeowych samców. Sięgając po lornetkę obserwacyjną, nie sposób było nie zauważyć błogiego spojrzenia Petra, którego operatorskie oko rozpływało się nad fotogenicznym krajobrazem. Wtem przewodnik szturchnięciem zwraca moją uwagę, że pod nami znajduje się chmara koziorożców. Gołym okiem odnajduję miejsce, a przez lornetkę dostrzegam kilka sztuk na skalnym masywie pod nami – widzę jedynie młode samce z samicami. Fakt, że dorosłe samce, jak znamy to z naszych stron, nie tworzą takich stad, pozostawia mnie obojętnym. Wyjątek jednak potwierdza regułę! Na uboczu stada dostrzegamy dorosłego samca, który już na pierwszy rzut oka wykazuje medalową wartość. „Silver, hundred percent silver, minimum.” – ocenia Jaime potężnego samca, który tymczasem dołączył do stada. Ta informacja w połączeniu z tonem jego głosu podniosła mi tętno, które wzrosło jeszcze bardziej, gdy dalmierz pokazał w polu widzenia 370 m. W głowie przeliczam wszystkie dane wejściowe, ponieważ fakt, że moja wieża balistyczna była ustawiona maksymalnie na 300 m, niepokoił mnie równie mocno jak ostry kąt i porywisty wiatr. Nawet się nie obejrzałem, a Jaime przygotował mi przy krawędzi urwiska swój plecak jako względnie równą podporę do przyjęcia pozycji leżącej, a Peter rozstawił statyw pod kamerę. Moje wewnętrzne odczucia nie do końca zgadzały się najwyraźniej z moim pewnym siebie wyglądem, skoro panowie odnieśli wrażenie, że odważę się pozyskać koziorożca w takich warunkach. Odrzuciłem wszystkie wątpliwości, zdjąłem plecak i wyjąłem z niego moją ulubioną sztucer, który oparłem na przygotowanym plecaku – w pośpiechu zapomniałem nawet o dwójnogu strzeleckim. Jeszcze raz sprawdzam dystans, który po przesunięciu się ku urwisku skrócił się do 366 m, pobieżnie przeliczam kąt i dodaję kilka klików na wieży balistycznej, oddychając spokojnie i kontrolując stosunkowo wysokie tętno wywołane gorączką łowiecką. Z Petrem za plecami uzgadniam jego, a właściwie gotowość kamery. Na wydechu składam się na łopatkę i ściągam spust. Strzał rozchodzi się po wielkiej dolinie, a ja w polu widzenia dostrzegam, że całe stado z moim samcem na czele przemieszcza się do gęstej roślinności. Każdy z pewnością zna to uczucie, kiedy wszystko zrobił dobrze, ale pozytywny efekt nie pojawia się od razu. To był właśnie ten przypadek. Byłem pewny, że strzał oddałem prawidłowo pod każdym względem, jedyne, co mnie niepokoiło, to nieuwzględnienie ustawienia samego ciała koziorożca. „Tak, powinienem był dać bardziej na łopatkę niż za nią, przecież koziorożec stał tylną częścią do mnie.” – komentuję analizę trafienia na kamerze, gdzie wyraźnie było widać trafienie. Późna pora, trudny teren i niepewność, czy nie będziemy musieli szukać zwierza przez wiele godzin, zmusiły nas do opuszczenia stanowiska i udania się na miejsce strzału w celu sprawdzenia farby. Zejście do doliny zajęło nam przez trudny teren i gęstą roślinność sporo czasu. Na próżno we trzech szukaliśmy śladów farby na skalnym masywie, ruszyliśmy więc w kierunku ucieczki koziorożca, gdy po kilku metrach usłyszeliśmy stukot racic i zauważyliśmy młodego samca pomiędzy drzewami. Doświadczony przewodnik zauważył, że gdzie jest młody, tam będzie i stary, dlatego ruszyliśmy w miejsce, skąd widzieliśmy odskakującego młodzika. Kilka kroków pod górę pozwoliło mi dostrzec leżącego starego samca. Jaime podbiegł do mnie i zgodnie obejmując się, krzyczymy do Petra, że go mamy i żeby do nas przyszedł. Radość z pozyskania przeplatała się z ulgą, że zwierzę nie cierpiało – od miejsca strzału było niespełna 70 m, a pocisk wszedł tuż za łopatką na idealnej wysokości, przeszedł przez wszystkie organy życiowe i wyszedł przed prawym tylnym udem. Przyjmuję gratulacje, nie zapominając przy tym o naszej tradycji trzech złomów. Na rogach pięknego samca naliczyliśmy 11 przyrostów, co oznacza tylko jedno – pozostawił po sobie wystarczające potomstwo. Kilka zdjęć na miejscu, krótka wypowiedź do kamery i przewodnicy już nas poganiają, przypominając o zachodzącym słońcu i drodze powrotnej stromym zboczem. Trofeum wraz ze skórą wkładam do plecaka z przekonaniem, że podobnie jak podczas innych polowań górskich, również ten okaz wyniosę samodzielnie. Po momentami wręcz wspinaczkowym wysiłku wracamy na platformę, z której oddawałem strzał, a słońce zdążyło już zabarwić krajobraz na czerwono. Przy świetle latarek docieramy do samochodu pełni wrażeń i przeżyć, które jestem gotów opowiadać przy winie na hacjendzie zaprzyjaźnionym myśliwym. Jeszcze raz dziękuję zarówno Jaimemu, jak i Petrowi za pomoc i wspólnie spędzony czas, który pozostanie przynajmniej w mojej pamięci tak długo, jak długo będzie mi służyła głowa.
Po powrocie na hacjendę spotkały mnie serdeczne gratulacje i uściski od przyjaciół, którzy już niecierpliwie czekali na mnie przy zastawionym stole pełnym hiszpańskich specjałów. Wznieśliśmy toast za udane łowy i wymienialiśmy się myśliwskimi historiami aż do następnego rana – w końcu nie byłem jedynym szczęśliwym łowcą. Mój koziorożec Beceite osiągnął ostatecznie złoty medal z wynikiem 226 pkt CIC i właśnie dlatego zajmuje miejsce na piedestale moich życiowych trofeów i wspomnień. Darz Bór!
Wideo
Zainteresował Cię artykuł Polowanie na koziorożca Beceite w Hiszpanii?
Jestem zainteresowanylov-kozorozca-beceite-v-spanielsku
beceite-ibex-hunt-in-spain
lov-kozorozce-beceite-ve-spanelsku














